Czarny człowiek – Polski czarny rynek pracy

Polska kraj przyjazny dla nowych firm i pracodawców – mit, w który wszyscy chcieliby wierzyć. W rzeczywistości wysokie podatki, mało przyjazne przepisy i niewystarczające dochody odstraszają osoby, które chciałyby mieć własną firmę.  Jak wygląda praca na czarno w Polsce? O codzienności w szarej strefie rozmawiałam z Panem Krzysztofem F. właścicielem nielegalnej firmy budowlanej.

Tool Belt

K. Kowalczyk: Jest Pan dobrym człowiekiem ?

Krzysztof F. : To są moje ręce. Żyły na wierzchu, brudne, przybity paznokieć. Ciężko pracuję, żeby utrzymać rodzinę. Nie narzekam, na Polskę, na życie, na nic. Bóg oceni czy jestem dobry.

Co jest dla Pana najważniejsze w życiu?

Mam czwórkę dzieci i żonę. Oni są najważniejsi. Muszę o nich dbać. Chciałbym żeby dzieci skończyły szkołę, znalazły pracę. By nie musiały wyjeżdżać za granicę.

Boi się Pan zostać sam?

Każdy się boi.

Kocha Pan Polskę?

Tak. To mój dom. Bywa różnie, ale najlepiej w domu.

Okrada Pan swój dom?

Nie… właściwie nie wiem. Widzi Pani, chodzę do Kościoła, nie piję, nie palę. Jestem dobry. Ja… po prostu muszę utrzymać rodzinę.

W taki sposób?

Miałem kiedyś firmę. Wszystko było legalnie. Pięć lat, więcej się nie dało.

Czemu?

Brakowało na wszystko.  Moja żona pracuje jako pielęgniarka, ale wie Pani jak jest. To duży trud, za 2000. Nie starczało od pierwszego do pierwszego. Składki na firmę, miesięcznie płaci się prawie 1000 złotych. Jak ma się pracowników, to od nich też trzeba płacić. A przecież sam robił na budowie nie będę. Na życie też musi coś zostać więc pracuję na czarno.

Nie boi się Pan, że ktoś Pana wyda ?

Wierzę, że ludzie są uczciwi. Zawsze robię wszystko dokładnie. Nigdy nikomu nie odmawiam. Staram się. Mam pracę już na dwa lata do przodu. Tyle lat, a jeszcze nikt mnie do urzędu nie podał. Ludzie szanują dobrą robotę.

Ufa Pan im?

Wie Pani, niektórzy nie płacą… U mnie nie ma opieprzania się. Raz robiliśmy fundamenty pod budowę. Lało wtedy równo przez dwa tygodnie, ale my żeśmy robili. Kopaliśmy w tym bagnie. Ale jak powiem, że zrobię, to tak mam być. Inaczej nie będzie. No i zrobiliśmy.  A oni do dziś nie zapłacili.

Nie upominał się Pan?

Mieli  zapłacić ponad 2000 złotych każdemu pracownikowi. Siedziałem  cicho bo co będę dużo gadał. Nie pierwszy raz tak się zdarzyło. Jeszcze by mi zaczęli grozić, że mnie podadzą do urzędu. Albo, że nie zapłacą bo oni umowy nie mają ze mną podpisanej.  A po co mi to. Ja mam czwórkę dzieci. Musze o nie dbać.

Ale 2000 złotych piechotą nie chodzi.

Pieniądz jest rzeczą nabytą. Zdrowie jest najważniejsze.

A jak z tym zdrowiem?

Do lekarzy nie chodzę. W służbę zdrowia nie wierzę. Raz byłem to łokcie tenisisty mi stwierdzili. Odpoczywać, rehabilitować albo operować kazali. Boli w cholerę. Codziennie noszę pas na przepuklinę. To dopiero jest cholerstwo. Już siedem lat mam.  Zoperować na razie się nie dam. Ale to nic. Na starość leczył się będę. Teraz myślę o rodzinie, nie o sobie.

A co ze starością?

No nic. Emerytury po 21 latach rolnictwa mi przyznali 49 złotych. (śmiech) Po pracy obrabiam pole. Jako rolnik jestem zarejestrowany. Sadzę ziemniaki, mam gospodarstwo. Kury, świnię. Wie Pani, jakby mi to kupować przyszło to bym musiał do roboty zagranicę jechać.

Nie chciałby Pan?

Nigdy ! Za granicę… Byłem dwa tygodnie w Austrii. Kiedy trzeba było dom budować. 22 lata temu. W Polsce żeś tyle nie zarobił, żeby dom postawić. Ktoś mnie tam podał i mnie do więzienia wsadzili.

W Polsce lepiej?

Nie. Pracować trzeba ciężko. Ale jest za co kupić chleb, ubrać dzieci. Wracam po pracy i jestem w domu. A tam za granicą? Nie miałbym do kogo wracać.

Ważna jest dla Pana rodzina ?

Ważniejsza niż pieniądze. Jak ją tworzysz, decydujesz się, żeby być za nią odpowiedzialnym.

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *